Nie pamiętam bym w ostatnich latach zostawił tyle zdrowia na trasie. Po pierwsze pojechałem wyścig mocno przeziębiony, po drugie upał był potworny a po trzecie trasa do bani. Mam (podobnie jak wielu innych uczestników) inną definicję kolarstwa gravelowego niż organizator. Głębokie piaskownice ciągnące się kilometrami po których nie dało się sensownie jechać z gravelem nie mają nic wspólnego. Argument, że to jest Mazowsze do mnie nie trafia. Jeśli chodzi natomiast o poziom sportowy to absolutna rewelacja. Walka na całej trasie bez chwili wytchnienia. Pojechałem absolutnie everything.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz